Już dawno wyrzuciłam z mojego słownika wiele słów. Przykładem są słowa „grzeczny” i „niegrzeczny”, które powszechnie używa się w stosunku do dzieci. Ja tego nie robię z jednego prostego powodu. Nie chcę, aby moje dzieci były grzeczne! Sprawdź, dlaczego i ty powinnaś jak najszybciej pożegnać się z tymi słowami. 

Dlaczego nie uznaję słów „grzeczny” i  „niegrzeczny”?

Zdaję sobie sprawę, że większość rodziców marzy o grzecznych dzieciach. W końcu mówi się, że to do grzecznych dzieci przychodzi Święty Mikołaj, a te niegrzeczne dostają rózgę. 

Pozwól jednak, że zdradzę Ci mój sekret. Do moich dzieci Święty Mikołaj przychodzi niezależnie od ich zachowania, a żadne z nich nie musi specjalnie zasłużyć na swój prezent. Mikołajki czy Boże Narodzenie, tak jak i wiele innych okazji, traktujemy jako pretekst do fajnej zabawy i tradycję, a nie narzędzie pomocnicze w wychowaniu. Co więcej, nasz Mikołaj wpada czasem i w inne dni w roku. Choć nie nazywamy go wtedy Mikołajem, tylko mamą, która sprawia przyjemności bez okazji. I nie ma to nic wspólnego z byciem grzecznym czy niegrzecznym. 

Ze słowa „grzeczny” (a tym samym i „niegrzeczny”) zrezygnowałam, ponieważ w naszym społeczeństwie określenie to oznacza „posłuszny”. Natomiast posłuszeństwo wynika ze strachu. A ja nie chcę, aby moje dziecko się bało. W moim przekonaniu dzieciństwo jest od tego, aby dzieci czuły się bezpiecznie. Z kolei rodzice powinni dzieciom takie bezpieczeństwo zapewnić. 

Poza tym osoba posłuszna to taka, która ma „siedzieć w kącie, a znajdą ją”, czyli skromna i robiąca to, czego od niej inni oczekują. To ktoś, kto nie sprawia kłopotów niewygodnymi pytaniami, ani nie wyraża swoich opinii, bo przecież „dzieci i ryby głosu nie mają”. 

Gdy to wszystko piszę, od razu przed moimi oczami ukazuje się slogan: „posłuszny to taki, którego jakby nie ma”. Innymi słowy, grzeczne dziecko, to niewidoczne dziecko, którego nikt nie dostrzega. I nie dostrzega również jego prawdziwych potrzeb oraz naturalnych i zdrowych reakcji, takich jak gniew czy złość. 

A przecież dzieci są. 

I jako dzieci do pewnego etapu nie mają swoich własnych mocy, więc muszą korzystać z mocy rodziców. Jakich?

Mocy odkrywania i nazywania swoich potrzeb. 

Mocy wyrażania i regulowania swoich emocji. 

Mocy rozpoznawania perspektywy drugiego człowieka.

Mocy wyznaczania swoich granic, w tym mocy mówienia „nie”. 

Kiedy dziecko wpada w złość, to oznacza to, że ogarnęła je emocja złości. W takim przypadku jako rodzic powinieneś niejako pożyczyć dziecku jedną z powyższych mocy ze swojego arsenału, a nie nazywać je niegrzecznym. Natomiast, jeśli zaczniesz uczyć dziecko, że złość jest zła i nieakceptowalna, to przy okazji nauczysz je, że i ono jest złe i nieakceptowalne. A tego przecież nie chcesz. 

Zasada oddzielania dziecka od zachowania

Odrzucenie takich słów jak „grzeczne” i „niegrzeczne” w odniesieniu do dziecka, to dopiero pierwszy krok. Drugim jest wprowadzenie bardzo przydatnej zasady, która polega na oddzieleniu dziecka od jego zachowania. Z kolei samo zachowanie określam mianem odpowiedniego lub nieodpowiedniego. Kiedy zatem zachowanie mojego dziecka jest nieodpowiednie? Na przykład, kiedy łamie zasady domu.   

Już od dawna w naszym domu obowiązują zasady, które wynikają z 5 ważnych wartości. Są to:

  1. Miłość (do siebie, świata i ludzi)
  2. Szacunek (do siebie, świata i ludzi)
  3. Uczciwość (wobec siebie, świata i ludzi)
  4. Wdzięczność (za siebie, świat i ludzi)
  5. Odpowiedzialność (za siebie)

A co robię, kiedy któreś z moich dzieci łamie zasady domu? Rozmawiam. 

Nie stosuję żadnych kar, nie wyciągam natychmiastowych konsekwencji, tylko właśnie rozmawiam z moimi dzieci. 

Co ważne, rozmowę zaczynam dopiero wtedy, gdy i ja, i moje dziecko mamy spokojne ciało i umysł. Mnie, jako dorosłej osobie, ciężko jest prowadzić racjonalną rozmowę, gdy targają mną silne emocje. Dlatego zdaję sobie sprawę, że moje dziecko też nie będzie w stanie nic usłyszeć i zrozumieć, gdy nie czuje się spokojnie. 

W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. W moim domu obowiązują jedne zasady, ale przecież u dziadków, cioć, czy moich przyjaciółek zestaw domowych reguł może być zupełnie inny. Na przykład w naszym domu jest zasada, która mówi, że kanapa służy do siedzenia. Moje dzieci są już w takim wieku, że doskonale wiedzą, że oznacza ona, że po kanapie się nie biega i nie skacze. 

Kiedy jednak moje dzieci są u swoich Dziadków… Jako że i babcia, i dziadek najchętniej nieba by swoim wnukom przychylili, to ich kanapa często służy jako trampolina. Z kolei u jednej z cioć zabawa w skakanie po kanapie i głośne wiwatowanie „hopsa, hopsa!” bywa główną atrakcją dnia. Jak się domyślasz, moje dzieci są tym zachwycone, a po powrocie do domu mają ochotę kontynuować zabawę na naszej kanapie. 

Mogę wówczas zwrócić uwagę dzieciom, że są niegrzeczne. Jednak nie mam zamiaru przypinać im takiej łatki i zamiast tego tylko przypominam naszą zasadę, że kanapa służy do siedzenia. Mogę jeszcze dodać, że chodzi o kanapę w naszym domu, aby sprawa była jasna. Przy czym moje dzieci doskonale wiedzą, o co chodzi i rozumieją, że u babć i cioć mogą obowiązywać trochę inne reguły niż w naszym domu.  

Wróćmy jednak do naszej zasady oddzielania człowieka od zachowania. Jak możesz się domyślić, dwójka nawet najbardziej kochającego się rodzeństwa ma swoje kryzysy. W takiej sytuacji łatwo pod wpływem emocji wypowiedzieć do drugiej osoby przykre słowa. Zawsze wtedy uczę moje dzieci, aby nie mówiły: „jesteś niemiły/niemiła”, tylko używały sformułowań typu: „twoje zachowanie jest dla mnie niemiłe”. 

Dzięki temu unikamy przyklejania sobie nawzajem łatek, czyli jak to się określa w psychologii – stygmatyzowania. Jest to o tyle ważne, że dzieci wierzą we wszystko, co do nich mówisz. Jeśli dziś nazwiesz dziecko niegrzecznym, to jutro zachowa się dokładnie jak niegrzeczne dziecko. Wszystko zgodnie z przekonaniem, które mu niechcący przekazałaś.  

Głęboko wierzę, że gdy dziecko zachowuje się nieodpowiednio, to zawsze stoi za tym jakaś niezaspokojona potrzeba. Czasem jest to zmęczenie, innym razem głód, przebodźcowanie, czy też brak poczucia bezpieczeństwa. 

Prawdziwych powodów nieodpowiedniego zachowania dzieci może być wiele. Jednak zasada jest jedna. Im dziecko czuje się gorzej, tym gorzej się zachowuje. Zatem zanim następnym razem zaczniesz wyciągać natychmiastowe konsekwencje, wejdź w rolę empatycznego detektywa i znajdź odpowiedź na pytanie o to, co stoi za jego niegrzecznym zachowaniem. 

Jeśli staniesz po stronie dziecka i zadbasz o jego potrzeby, przyniesie ci to o wiele więcej korzyści, niż gdybyś po prostu nazwała je niegrzecznym i ukarała za nieodpowiednie zachowanie. 

Grzeczne dzieci nie potrafią mówić „nie”

Jest wiele rzeczy, których rodzice uczą swoich dzieci. Od jazdy na rowerze, poprzez chodzenie po górach czy pływanie. Ze mną jest tak samo. No może tylko te góry to nie moja bajka. Jednak od tych wszystkich umiejętności, o wiele ważniejsze jest, aby wychować dzieci na dorosłych, którzy będą stabilni emocjonalne, będą bez obaw wyrażać swoje zdanie i będą asertywni w stawianiu swoich granic. I właśnie dlatego daję moim dzieciom przyzwolenie na mówienie „nie”. Co więcej, często podkreślam to dodatkowym komunikatem w stylu: „masz prawo mówić <<nie>>”. 

Pewnie byłoby mi o wiele łatwiej, gdybym nie dawała dziecku prawa do sprzeciwu. Wychowanie dzieci byłoby wówczas jak bułka z masłem. Tylko dla kogo? Czy dziecko też miałoby z tego korzyści? A czy w wychowaniu dzieci chodzi nas samych, czy jednak o dziecko? 

Ciężko jest nauczyć dorosłą osobę mówienia „nie”, gdy nikt nie dał jej takiej możliwości w dzieciństwie. To jest jak z nauką jazdy na nartach – dzieciom przychodzi to łatwiej i o wiele naturalniej. Poza tym nie da się wychować dziecka w taki sposób, aby z jednej strony było uległe wobec rodziców, ale twardo stawiało granice innym (np. koledze, który częstuje je papierosem na szkolnej przerwie). Dlatego wolę, aby moje dzieci zawczasu nauczyły się mówić „nie” w bezpiecznym środowisku, czyli we własnym domu.  

Uległość to postawa, której uczymy się w dzieciństwie. Ja jej dla moich dzieci nie chcę. Dlatego właśnie zależy mi, aby moje dzieci nie były grzeczne. Zamiast tego wolę, aby były autentyczne, otwarte i umiały jasno stawiać swoje granice.