Czy widzisz prawdziwą siebie?
Co byś powiedziała, gdybym poprosiła Cię o opisanie siebie w 3 słowach? Wiele kobiet niemalże na jednym wdechu potrafi wymienić to, co uznaje za swoje wady i na 3 określeniach się nie zatrzymuje. Problem jest wtedy, gdy chcę, aby wskazały swoje dobre cechy. Czy to oznacza, że większość kobiet nie ma zalet? Ależ skąd! Po prostu na co dzień nie widzimy prawdziwych siebie. I niestety w ten sposób same podcinamy sobie skrzydła. Najwyższy czas to zmienić, a mogą pomóc nam w tym nasze własne dzieci.
Być silną jak 4-latka
Całkiem niedawno moja 4-letnia córka przechodziła badania pod kątem zaburzeń integracji sensorycznej. Są to ponad 2-godzinne badania, które wymagają dużego wysiłku fizycznego i umysłowego od bądź co bądź małego dziecka. Nie zaskoczę Cię, jeśli dodam, że nie każde dziecko podchodzi do takich badań entuzjastycznie, prawda?
I tak właśnie było z moją córką. W pierwszym momencie Nina w ogóle nie chciała nigdzie iść, a ja musiałam się nieźle nagimnastykować, aby skutecznie przekonać ją do tego, aby z dobrym nastawieniem podeszła do tego wyzwania. Nina doskonale wie, czego chce, a czego nie chce, więc wierz mi, nie było to łatwe zadanie. Na szczęście mam w zanadrzu kilka trików i jeden z nich okazał się skuteczny, dzięki czemu całe badanie przebiegło bez przeszkód.
Z podziwem patrzyłam, jak moja Nina z ćwiczenia na ćwiczenie coraz szybciej się przełamuje i chętnie podchodzi do kolejnych testów. Byłam pod ogromnym wrażeniem jej determinacji, ponieważ tempo i liczba następujących po sobie zadań zmęczyły mnie od samego patrzenia. Z każdą chwilą czułam coraz większy podziw dla tej małej i wątłej budowy istotki, która ostatecznie wykazała się ogromną siłą, zaangażowaniem i determinacją. Nie będę ukrywać, że byłam bardzo wzruszona, gdy Nina tak dzielnie przechodziła od jednego zadania do drugiego. Widziałam, że jest coraz bardziej zmęczona, ale mimo to nie poddawała się i wykonywała zadania do końca. Dzięki temu ujrzałam w niej cechy, których do tej pory nie miałam okazji dostrzec. Dla mnie, jako mamy tej dzielnej istotki był to bardzo emocjonujący moment. Porównywalny z chwilami, gdy mój starszy syn grał swoje mecze tenisowe i resztką sił dobiegał do piłki, by zawalczyć o kolejne punkty.
Niedaleko pada jabłko od jabłoni
Dzień po badaniach Niny udałam się na sesję z moją coach Iwoną (tak, każdy dobry coach ma swojego coacha, a ja nie jestem wyjątkiem). Wzruszona opowiadałam jej o całym zdarzeniu i o tym, jak pozwoliło mi ono zobaczyć w Ninie siłę, determinację oraz zaangażowanie. W pewnym momencie Iwona mimochodem rzuciła: „jest taka po mamie”. I to jedno zdanie rozłożyło mnie na łopatki.
Oczywiście w pierwszym odruchu chciałam zaprzeczyć. Jednak szybko zdałam sobie sprawę, że przecież dzieci nas modelują, czyli robią dokładnie to, co my – dorośli. To właśnie dlatego Nina zawsze chce mieć to, co jej mama. To dlatego próbuje chodzić w moich butach na obcasach, chce nakładać na twarz maseczkę i robić sobie makijaż. Nie chciałaby tego, gdyby nie widziała tego u mnie. I pewnie dlatego tak bardzo wzruszyłam się, gdy obserwowałam ją w trakcie długiego i wyczerpującego badania. W pewnym sensie widziałam w niej po prostu siebie. Tylko wcześniej z jakiegoś powodu nie chciałam dostrzec tych samych cech u mnie.
Dostrzec prawdziwą siebie
Przyznam szczerze, że gdyby wcześniej ktoś mnie zapytał o to, czy jestem silna, odpowiedziałabym twierdząco. Przy czym sama nie wierzyłabym do końca w swoją odpowiedź. Z jakiegoś powodu nie umiałam dostrzec tego kawałka siebie, przez co nie w pełni z niego korzystałam. W końcu jak można korzystać z czegoś, jeśli nie ma się nawet świadomości, że się to posiada? Jesteśmy w stanie używać tylko tych narzędzi, o których wiemy, że je posiadamy i do tego potrafimy je umiejętnie wykorzystać w odpowiednich okolicznościach. Bez tego jesteśmy skazane na działanie po omacku. Możne nam się coś uda, a może nie. Bez świadomości tego, że posiadamy określone cechy, nie jesteśmy w stanie w pełni skorzystać z mocy, jakie z nich wynikają.
Dopełnieniem wydarzeń ostatnich dni był film, który obejrzałam na Netflixie. Opowieść była trudna, bo dotyczyła młodej dziewczyny, która w wyniku przykrych wydarzeń targnęła się na swoje życie. I kiedy jej siostra rozmawiała z jej partnerem życiowym, on powiedział do niej takie zdanie: „Jesteś jak ONA. Też nie widziała siebie prawdziwej”.
Czyż to nie wspaniałe podsumowanie mojego odkrycia? Przecież nie stałam się silna, zaangażowana i zdeterminowana w jedno popołudnie. To było we mnie od lat. I choć ja nie dostrzegałam w sobie tych cech, doskonale widziała je moja córka. I to na tyle wyraźnie, aby z tych cech czerpać i zapożyczać ja dla siebie. Natomiast ja nie widziałam prawdziwej siebie. Dokładnie tak jak bohaterka filmu, czy wiele kobiet, z którymi na co dzień pracuję. A ten nieprawdziwy obraz nas samych zatrzymuje nas w działaniu. Co gorsza, tylko część kobiet wykazuje chęć, aby przebyć drogę w głąb siebie, by poznać się w całości. A tylko wtedy jesteśmy w stanie wykorzystać nasz potencjał w pełni.
Ja miałam to niezwykłe szczęście, że moja cudowna 4-latka pokazała mi część mnie. I tak oto w jedno popołudnie mała dziewczynka nauczyła mnie czegoś ważnego na mój temat. Widza ta jest nieoceniona, bo lubię dzisiaj myśleć o sobie jako o kobiecie silnej, zaangażowanej i zdeterminowanej. I cieszę się, że Nina nie tylko będzie chodzić na wysokich obcasach, ale zapożyczone ode mnie moce zostaną z nią na zawsze. Teraz muszę tylko zadbać o to, by zawsze widziała siebie prawdziwą i nie musiała czekać na to objawienie do czasu, aż sama zostanie mamą.
PRZEJDŹ DO KONTAKTU ->KONTAKT
SPOTKAJMY SIĘ NA Facebooku ->https://www.facebook.com/aniapiechoficial
POROZMAWIAJMY PRZEZ WhatsApp ->https://wa.me/726488553