Przestań się bać i zacznij cieszyć się na zapas!

Masz wrażenie, że martwienie się na zapas to dyscyplina, w której osiągnęłaś mistrzostwo? Przyznam, że spotykam wiele osób, które właśnie tak mogą o sobie powiedzieć. Czasem wydaje mi się, że mają one magiczną kulę, z której wróżą przyszłość. Oczywiście tylko w czarnych barwach. Ja jednak jestem pewna, że można powróżyć z niej zupełnie inaczej. Z radością i nadzieją zamiast paraliżującego lęku o przyszłość. Jednak, aby to zrobić, przyjrzymy się najpierw, skąd wynika to powszechne martwienie się na zapas. 

Dlaczego lubimy martwić się na zapas?

Co ciekawe, martwienie się na zapas najczęściej wywołuje pozytywne skojarzenia. Jest synonimem zapobiegawczości, która z kolei jawi nam się jako cnota i coś wielce pożądanego. W końcu od małego słyszymy, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Dlatego często włącza nam się myślenie typu:

„Wezmę parasol, bo może będzie padać. Spakuję dodatkowe plastry, bo mogę się skaleczyć. Zabiorę dodatkową sukienkę, bo pewnie się pobrudzę. Dorzucę też lakier do paznokci, gdyby hybryda miała mi odpaść. A tak w ogóle to wezmę całą apteczkę, bo może mnie rozboli głowa, Aśkę brzuch, a Michał pewnie miał srogiego kaca”.

I takie przewidywanie przyszłości wydaje nam się nie tylko czymś naturalnym, ale i rozsądnym. Tylko że badania pokazują nam coś innego. Przede wszystkim, aż 80% rzeczy, którymi się martwimy, nigdy się nie wydarzy. Na kolejne 12% nie mamy wpływu. Innymi słowy, możesz stawać na rzęsach, a i tak im nie zapobiegniesz. Z tego wszystkiego pozostaje nam 8% rzeczy, które faktycznie mogą się wydarzyć. Tylko że z większością z nich i tak jesteś sobie w stanie świetnie poradzić! Dlaczego zatem nasza czarodziejska kula widzi wszystko tylko w czarnych barwach?

Z czego wynika martwienie się na zapas?

Odpowiedź na to pytanie jest zaskakująco prosta. Nasze martwienie się na zapas jest wynikiem LĘKU o przyszłość. Jest to komunikat, który brzmi „boję się”. Boję się, że zachoruję. Boję się, że stracę pracę. Boję się, że linia lotnicza zgubi mój bagaż itp.

Ja bym jednak chciała, żebyś nauczyła się odróżniać lęk od strachu. A na czym ta różnica polega? Otóż lęk jest emocją przyszłości. Innymi słowy, lęk sprawia, że boimy się rzeczy, które jeszcze nas nie spotkały. Z kolei strach jest czymś innym. Przede wszystkim ma on uzasadnienie, gdyż wynika z naszych przeszłych doświadczeń. W przeszłości przydarzyło nam się coś przykrego i na tej podstawie dziś się właśnie tego boimy. Przykład?

Kiedy byłam dzieckiem, duży wilczur ugryzł mnie w pośladek. Biorąc to pod uwagę, chyba nikogo by nie dziwiło, gdybym do dziś bała się psów. Na szczęście w moim rodzinnym domu zawsze było dużo miłości, w tym miłości do naszych czworonożnych przyjaciół. A jak wiadomo, miłość jest cudownym antidotum na każdą trudną emocję i w moim przypadku również zadziałała idealnie.

Wróćmy jednak do naszego lęku. Przede wszystkim warto, abyś zdała sobie sprawę, że lęk jako emocja przyszłości jest zupełnie nielogiczna. Na takiej samej zasadzie działają fobie. A fobia to nic innego jak lęk nieadekwatny do rzeczywistego zagrożenia. Weźmy na przykład arachnofobię, czyli lęk przed pająkami. Czy wiesz, że żaden występujący w Polsce pająk nie stanowi realnego zagrożenia dla człowieka? A pomimo tego wielu ludzi jest przerażonych na samą myśl o tym małym żyjątku.

Jednak najważniejsze jest to, że lęk, który objawia się martwieniem na zapas, jest po prostu niebezpieczny. Jestem przekonana, że każdy z nas przyciąga energetycznie to, o czym dużo myśli. A lęk jest bardzo silną emocją na poziomie energetycznym. Oznacza to, że jeśli czegoś się boisz i intensywnie o tym myślisz, to zaczynasz przyciągać wszystkie te złe rzeczy. Jak temu zaradzić?

Dlaczego warto cieszyć się na zapas?

Przede wszystkim najlepszym sposobem na pokonanie negatywnych emocji, są emocje pozytywne. Dlatego, zamiast poddawać się lękowi i martwić się na zapas, zacznij… cieszyć się na zapas. Wydaje ci się to niedorzeczne? Niepotrzebnie! Tak naprawdę skoro potrafisz martwić się na zapas, może także cieszyć się z rzeczy, które mają dopiero nadejść. Podejdź do tego, jak do powitania pozytywnej zmiany w Twoim życiu, która dopiero nastąpi. Choć może na początku brzmi to dziwnie, to tak naprawdę dla Twojego umysłu jest to dokładnie taki sam mechanizm, jak przy zamartwianiu się. Twój wysiłek i praca są identyczne.

Dlatego też zachęcam Cię, abyś cieszyła się rzeczami, których jeszcze nie doświadczyłaś. Dzięki temu codziennie będziesz uśmiechać się bez powodu. Ja jestem osobą, która jest wiecznie uśmiechnięta, co często spotyka się ze zdziwieniem innych. Tylko dlaczego miałabym się nie uśmiechać? Przecież dzieci uśmiechają się nawet 400 razy dziennie. Niestety dorośli robią to tylko 9-13 razy na dzień. Dlatego apeluję, żebyś zaczęła naśladować dzieci. A jak tylko zaczniesz oczekiwać wspaniałych rzeczy, to zaczną Ci się one przydarzać.

Pamiętaj, jeśli umiesz martwić się na zapas, potrafisz także cieszyć się na zapas. I choć ta druga opcja z początku wyda Ci się nienaturalna, ważne jest, abyś się przemogła. Obiecuję Ci, że warto! 

PRZEJDŹ DO KONTAKTU ->KONTAKT

SPOTKAJMY SIĘ NA Facebooku ->https://www.facebook.com/aniapiechoficial

POROZMAWIAJMY PRZEZ WhatsApp ->https://wa.me/726488553